Zenon Przesmycki (Miriam)
W Pieninach
A znasz ty ten jar,
Gdzie w złomach kamieni
Modry Dunajec groźnie burzy się i pieni?
Pił‐żeś boski czar,
Gdy słońce w zieleni
Wód jego złotą gloryę utwarza z promieni?
Wdarł‐żeś się na szczyt,
Co pływa w lazurze,
Aż oko ci się zamgli, nim dojrzysz go w górze?
Zadrgnął‐żeś na zgrzyt,
Gdy o skał podmurze
Rozbite we mgłę fale roszą gór podnóże?
Śnił‐żeś, patrząc w dal
Cichych wód przestworza,
Gdzie rzeka się w kole wielkiem rozjeziorza?
Mknął‐żeś w bryzgach fal,
Gdy wieczorna zorza
Purpury odblask rzuca na kaskad bezdroża?
Szedł‐żeś w mroczny bór,
Co wieńczy gór szczyty
I wyniosłymi świerki mierzy w nieb błękity?
Wmięszał‐żeś głos w chór,
Co Dunajca zgrzyty
Głuszy, od skał wąwozu tysiąckroć odbity?
Zbiegł‐żeś pasy pól,
Co wstęgą złocistą
Gór‐olbrzymów podnóże objęły kolisto?
Czuł‐żeś rwący ból,
Gdy tę toń przejrzystą
Dunajca żegnać przyszło i Tatrów nić mglistą?
Jeśliś był tam, śnił,
Wszystkimi poloty
W krynicy piękna tonął, — sen prześniłeś złoty,
I już żadna z sił,
Oskardy, ni młoty
Nie uwolnią ci serca z pęt wiecznej tęsknoty.