Zdzisław Dębicki
W lesie
Jak mi jest dobrze… Pod pniem starej sosny
Na płaszczu leżę, na posłaniu z mchów,
I słucham cichej piosenki miłosnej
I słucham szeptu słodkich twoich słów!
O, takim głosem kochania i wiosny
Mów ty mi ciągle, nie milknij, a mów!…
Dąb rozłożysty szumi pieśń wiekową,
Czarne jałowce grają sosnom wtór…
Słyszysz, jak płynie nam pieśń ponad głową?
To brzmi potężny starej kniei chór —
Przyrody wielką, tajemniczą mową
Rozhowor z nami zaczął senny bór…
Przytul się do mnie… zamknij jasne oczy
I cała zamień się w subtelny słuch…
Z brzozy płaczącej zielonych warkoczy.
Wnet ku nam wyjdzie leśnych polan duch,
I szereg faunów zielonych wyskoczy
I z drzew kwiecisty strząśnie na nas puch…
I zapomnimy, że jest jakieś życie,
Które jak morze rozhukane grzmi,
Że burze łamią każdy kwiat w rozkwicie,
Wszystkie niwecząc ułudy i sny,
I będziem marzyć, aż o bladym świcie
Zbudzą nas chłodne srebrnej rosy łzy…
Tak mi jest dobrze… Pieśń, co się kołysze
Pośród gałęzi tych cienistych drzew,
W duszy mej w słodką układa się ciszę,
Jak burz, co przeszły, konający wiew,
A ciebie tulę w ramionach i słyszę
W tętnicach twoich pulsującą krew…