Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Władysław Tarnowski

Ustęp ze wstępu do powieści „Angiolina”

Sen miałem dziki, który mnie utrudził,
Obym się po nim raczej nie obudził,
Bo nie tak czarne Solos wczoraj skały
Widziałem — zkąd mi Styxu piany grały…
Sen miałem Izo! dziwnem ja pachole!
Sen dziki — jako twe oczy sokole,
W które nim spojrzę jeszcze raz ostatni
Powiem — i dam ci dłoni uścisk bratni —
Słuchajże dziecko… i do mnie się drżąca
Przytul — Patrz! w morze zapada twarz słońca!…
Gór Akarnanji błękitne się czoła
Zbliżają… echo Patrasu ich woda…
Ku nim Kalawryty brzęczą strumyki
Ku nim Wosticy tam pieją słowiki
Od Kalidromu Kleftów samopały
Huczą — i echa w jaskiniach skonały…
Sen miałem Izo! o nie taki rzewny
Jak ten krajobraz!… i nieco mniej spiewny,
Sen dziki Izo!… —

∗ ∗ ∗
Burza mi się śniła
Rozobrożona wichry rozpętała
Jak gdyby piekłem w niebo grzmotnąć chciała!
I łódź mą w skałę cisnąwszy — — rozbiła! —
Ha! i przepadłem w głębinach bez końca,
Gdzie przez zieloność mórz bezdennych fali
Ledwie docisnąć mógł się promień słońca
Na moje łoże z muszel i korali…
Na złotym piasku, na mchu co usłany
Rękami Syren, byłem kołysany,
W koło mnie śnieżną gerlandą otoczą,
W ramion alabastr splątane kołują,
Długie warkocze po falach się włóczą
Zimnemi usty z pieśnią mnie całują…
Czemu nie zbudzisz się senny młodzieńcze!…
Tu mamy spiewy, perły, tany, wieńce,
Tu nasze usta jak krzewy korali,
Tu nasze konchy pieśń grają do koła…
— O! zimne usta wasze, choć różane
Mniej zimne niż tych, którzy mnie kochali…
I jedna z Syren z Hekaty płomieniem
Wzięła mnie, niesie z dzikiem uniesieniem
Na wierzch fal morskich znowu mnie wyniosła
— I była cisza nocna — w pełnem morzu! —
Księżyc grał w falach, i gwiazdy w wód łożu.
Czasem — dochodził daleki plusk wiosła….

∗ ∗ ∗
Ujrzawszy znowu niebo moje, głosy
Dziecka krzyknąłem: Przebaczcie niebiosy!!!
Słabym jak dziecko ale kochający
Przebaczcie otom w otchłanie tonący…

∗ ∗ ∗
— Jeźli przebaczysz tym, których przekląłeś
To przebaczenie i niebiosy wziąłeś!
Nie!!; nie przebacz!!! bo nadto kochałem!
Nigdy! i w sercu jak lew zaryczałem!…

∗ ∗ ∗
Wtedy Syrena w ramiona wężowe
Znów mnie ścisnęła — i zapadła w głębie;
U zimnej piersi jej złożyłem głowę
— I śniłem lat sto!!!

∗ ∗ ∗
Czemuż nie wyziębię
Serca co gore?!. . . . . . . . . . .