Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Władysław Syrokomla

Ekspiacja pozapustna

Do łacińskiego poety ks. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego

Ach ojcze Sarbiewski! zgrzeszyłem, zgrzeszyłem,
Już tydzień jak z tobąm nie gwarzył ni słowa —
Szanowne twe karty pokryły się pyłem,
Cóż było przyczyną? — ach marność światowa!
Szczęśliwy, szczęśliwy, kto jej nie doznawał!
Kto czas swój urządził pod wagę i miarę:
Mnie, przebóg, grzesznika spokusił karnawał,
Tęsknota do ludzi, i chętka: saltare, —
Ach! paenitet mihi! lecz czemuż mi w serce
Uderza aż dotąd wspomnienie zabójcze?
O gdybyś się mojej przypatrzył tancerce,
Ty sam byś powiedział… o przebacz mi ojcze!
I pozwól, że spytam: czyż w stronach Pułtuska,
Nim jeszcze przywdziałeś sukienkę Lojoli,
Nie tknęła twej duszy nadobna pokuska?
Czy nigdy nie czułeś, jak serce swawoli?
Być może… bo teraz zepsucie się krzewi,
A wtedy gdy żyłeś, świat wcale był inny…
Absolve, absolve o pater Sarbievi!
Lub zresztą — rzuć kamień jeżeliś niewinny.

Już cisza urocza, nadzieja i wiara
Orzeźwia mą duszę — pomału, pomału…
I popiół pokutny z mojego cygara
Posypię na głowę za szał karnawału;
I w mojéj kochanéj, ustronnéj izdebce,
Sarbiewski! na łono przytulę się twoje,
I twoją szlachetną piosenkę wyszepcę,
I ducha w twych myślach wysokich napoję;
Przebaczysz mi wtedy, żem jakie pół chwili
Przebawił w światowéj marności i dymie;
Żem trzpiocąc się w gronie wesołych motyli,
Zapomniał o tobie, o Grekach, o Rzymie.

12 lutego 1849