Noc… Bojaźń dziwna, strach przed tem nieznanem,
Co oczy ciągnie w przepaść i przykuwa,
Wiecznie nade mną i koło mnie czuwa,
Myśli i czucia władcą jest i panem.
W nocy i we dnie, wieczór i nad ranem
Z każdego kąta cieniem się wysnuwa —
I dusza, pełna snów, ani przeczuwa,
Jaki cień wiecznie jej stróżem-szatanem…
Szept idzie za nią… „Co będzie? co będzie?…”
A gdy się zrywa — pędzi nad urwisko,
By spojrzeć w oczy Nieznanemu blisko —
Strach ją wyprzedza za życia krawędzie
I cieniem siada nad śmierci kołyską
I czeka na nią… ach, zawsze i wszędzie!