Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Wasyl Paczowski

Miramare

Tłumaczenie: Sydir Twerdochlib.

W noc pod zamkiem Miramare
Morze pluszcze, szumi, mży,
Księżyc przedarł chmur kotarę,
Srebrnołuski odmęt skrzy,
Pluszcze, szumi, mży.

Z zamku jawi się w ogrodzie
Księżna, weszła w laurów sień —
Znać obawę w dziwnym chodzie,
Twarz przybladła — istny cień,
Istny blady cień!

Tam, na cyplu, ramię wzniosła,
Przyłożyła do ócz dłoń —
Wzrok nie łudzi: płetwą wiosła
Ktoś miarowo bije w toń,
W roziskrzoną toń!

Łódź, — a w łodzi rycerz płynie,
Dolatuje wiosła plask —
Skoro księżyc z chmur wychynie,
Pancerz złotem skrzy i kask,
Szczerozłoty kask.

Maksymilian…!! kochany!
Powróciłeś? wolnyś już?! —
Zamarł okrzyk obłąkany,
Rycerz znikł jak mara z mórz,
Z pustych, ciemnych mórz.

W dal po falach szły odgłosy,
Wśród odmętów powstał szum;
Posiwiały księżnie włosy
I sposępniał myśli tłum —
Co za dziwny szum?!…

Od tej chwili zawsze nocą
Księżna błądzi, patrzy, drży:
Srebrne ścieżki wód migocą,
Srebrnołuski odmęt skrzy,
Pluszcze, szumi, mży.