Jaś niepomny na przestrogi, Zerwał kłosek blisko drogi. A że przykład wiele może, Prawie każdy skubał zboże. Na odpust do Czerniakowa Pobożnych śpieszyło wiele, Ludnej Warszawy połowa Wyległa w ową niedzielę. Tak kłosek po kłosku znika, Rzednieje zboże nieznacznie. Wtem się nawija kaleka, I o wsparcie prosić zacznie. Jaki taki go omija, Rzadko ręka wesprze czyja. Z westchnieniem rzekł Jasio tkliwy: «O jakże on nieszczęśliwy! Czyby się każdy zubożył, Gdyby mu choć grosz położył; Ziarnko do ziarnka, Byłaby miarka.»
«Niebaczny Jasiu! — nauczyciel przerwał —
Czemuś o tem zapomniał, kiedyś kłosek zerwał?
Pierwszą jest sprawiedliwość, dobroczynność potem
Jednej łzy skrzywdzonego nie opłacisz złotem.»