Marian Gawalewicz
Ze szkiców nocy
Na górze księżyc czuwa w obłoku,
I srebrną siatkę plącze z promieni —
W dole las ciemny we śnie zimowym
O swéj rozwianéj marzy zieleni…
* * *
I o tém słońcu, co go w koronę
Złotą, od wieków, co lato stroi
I o tych burzach, co go obalić
Chciały od wieków; on, jak stał — stoi…
* * *
A drzewa smutne, jak senne duchy
Sterczą, zaklęte niby przez czary —
Jak przez sen czasem wzdychając głucho,
Gdy wiatr w ich nagie trąci konary.
* * *
Smutno las marzy… A w jego głębi
Noc się przed jasnym księżycem kryje…
Mgła, otulając drzewa skostniałe —
Chyłkiem u stóp ich, jak wąż się wije…
* * *
A wtém z południa na senne drzewa
Wiatr powiał z lekka cieplejszą strugą —
Zadrżał las cały przeczuciem wiosny —
Zadrżał i znowu usnął… Na długo?…