Marian Gawalewicz
W ciemnościach
Płynęła noc straszna przez nieba sklepienie,
Płynęła, jak mara cmentarna,
A smutna, jak łzawe na grobach marzenie,
Jak rozparz ponura i czarna.
* * *
Wśród ciemnéj otchłani, na nieba bezdroże
Głos jakiś się wyrwał zbolały
I wołał lękliwie: „O Boże… o Boże!”
A ziemia i niebo milczały.
* * *
I w nocy głębinach krzyk tonął sierocy,
I słabło rozpaczy wołanie…
Bóg słyszał… bo z ciemnéj wysunął się nocy
I gwiazdę wyrzucił w otchłanie. —
* * *
A gwiazda, spadając z tajemnym szelestem,
W krzyż smugą rozprysła się jasną,
I w toni wszechświata zadrgało: „Ja jestem!
Choć gwiazdy i słońca pogasną…
* * *
Niech słabych nie trwoży noc ciemna i głucha
I głos ich błądzący po niebie —
Nad nocy otchłanią ktoś patrzy i słucha,
I smutnych pociesza w potrzebie”…