Marian Gawalewicz
Serenada (Śpij spokojnie o miła…)
Śpij spokojnie o miła,
Choć noc wkoło burzliwa —
Przymróż oczy twe cudne i śpij!…
Tam gdzieś w lesie mogiła…
Wicher liście z niéj zrywa —
Ty, o żywym kochanku twym śnij!…
* * *
Choć w noc ciemną i słotę
Czyjeś widmo pokutne
Pośród wichru się błąka i burz —
Ty marzenia snuj złote,
Pierzchną myśli wnet smutne,
Tylko cudne twe oczy raz zmróż!…
* * *
Jakiś jęk tam żałosny
Płynie nocą, jak skarga.
Niby piosnka z łez samych i krwi —
Ty nie słuchaj, — miłosny
Zawód duszę mu targa —
Twoja dusza spokojnie niech śni…
* * *
Pod twe okno się skrada
O północy cień blady
I zaziera… co tobie?… ty drżysz?
Straszy ciebie twarz blada,
To usłuchaj méj rady:
Zsuń u łoża kotarę, zrób krzyż!…
* * *
Słyszysz?… w nocnym rozdźwięku
Coś o szyby twe dzwoni:
„Ja przebaczam!“… poznajesz ten głos?…
Patrz — cień znika bez jęku —
Wróć do zmysłów — ze skroni
Rozburzony odgarnij znów włos!…
* * *
Spij spokojnie, o miła,
Po północy — tuż ranek,
Burzy rykom zabrakło już tchu…
Jutro — gdy będziesz śniła,
Twój żyjący kochanek
Pocałunkiem obudzi cię z snu!…