Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Maria Konopnicka

Faun pijany

Rozpasał biodra i na pustej łagwi
Legł — wina syty.
Zmrużonem okiem, jak płomieniem żagwi,
Mierząc w błękity.

Pijany?… Gdzie tam! On tylko z dna czary
Dobył odwagi
Twarzą w twarz spojrzeć na Olimp, tak stary,
Tak pusty, nagi! —

Leży i patrzy. Na twarzy mu siada
Śmiech mądry, cichy…
A śmiech ten Olimp w atomy rozkłada,
W pył zmienia lichy.

Bluźni?… Niech Zeus zachowa wysoki!
On tylko ręki
Przepysznym ruchem wystawił w obłoki
Palec maleńki.

Maleńki palec Fauna!… Gdzie są bogi
Wieczyste, które
Przed palcem Fauna bladnęłyby z trwogi,
Kryły się w chmurę?…

Tak w Arystyda atrium legł wspaniały,
Nagością hardy,
I patrzył w Olimp, a lica mu grały
Uśmiechem wzgardy.
. . . . . . . . . . . .

Strzeż się! Grzmi Zeus!… Już boki wulkanu
Piorunem porze…
Już odegrzmiały, u nóg leżąc panu,
Ziemia i morze.

Już z żył praświata krew ognia wytryska,
War bucha siny…
Chybło się morze i leci z łożyska
Na port Resiny…

Już śmierć poszczuła, co było żyjące,
Przemściwą ręką…
Już psy podziemne zawyły na słońce
Czarną paszczęką…

Już pędzą z hukiem Hadesu trzy rzeki
Na sień Arysta…
Już gród Herkula zalewa na wieki
Powódź ognista.
. . . . . . . . . . . .

Lat dwa tysiące przegrzmiało po świecie
Pomsty tej echem,
A Faun, jak leżał, tak leży na grzbiecie,
Patrząc z uśmiechem.

I w bronz zaczerniał i twardszy od spiży
W tym śmierci boju,
W wiecznej się piękna zataił paiży,
W piękna spokoju.

I wyszedł z otchłań, gdy czas mu domierzy
Lat dwa tysiące,
A jak przed wieki, z uśmiechem znów leży
I patrzy w słońce.

A jak przed wieki, drzemiące wśród chwały
Draźni niebiany,
Wytknąwszy w błękit ten palec swój mały,
Faun pijany.