Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Maria Konopnicka

Cisza

I.

Cisza…
— A przecież coś szepce, coś wzdycha,
Coś mnie tajemnym szelestem oblata…
Jakowaś skarga zmieszana i cicha
Płaczem ros leci z róż polnych kielicha,
A serce ziemi kołata.

Cisza…
— Kto woła? Kto pieśń tę echową
Śpiewa?… Pieśń dziwną, rozchwianą na drżenia…
Kto tchem mi włosy podnosi nad głową?
Kto mi w słuch wciska bezdźwięczne to słowo,
W którem brzmi rozpacz istnienia?

Cisza…
— Szum słyszę! Szum morza daleki…
Nie! To gdzieś wichrem zatrzęsły się lasy,
To dzwony huczą, to idą łez rzeki,
To zapadają w mogilny proch wieki,
To nowe rodzą się czasy!

Cisza…
— Skąd szmer ten? Czy czerw lichy kroczy
Serca wygryzać puszczom?… Czy to zgrzyty
Trąb, z których jutro hymn buchnie proroczy,
Czy Jagarnauta wóz kędyś się toczy
Przez prochy i przez błękity?

Cisza…
— Jak ciężko jest słuchać tej ciszy
Temu, co głos jej rozumie złowrogi!
O, jak jest ciężko temu, który słyszy,
Jak chaos jęczy, pracuje i dyszy,
I rodzi — karły i bogi…
I znowu palcem bezkształtnym zaciera
Wysiłki swoje i boleści swoje…

Cisza…
— Brzóz białych szept kędyś zamiera,
Gwiazda źrenice bezsenne otwiera,
Chwieją się lekkie powoje…