Maria Konopnicka
Bambara
Podniósł Bambara w górę młot,
Czoło mu roszą poty.
Co mu tam rosy, co mu tam pot!
Z oczu mu błyska zapału grot:
— Hej! Do roboty!
Młodości pięknej kuć będziem grób,
Poległej w swym rozkwicie.
A młodość taka — to nie trup,
Nie śmierci pastwa, nie czerwia łup,
Nie — to jest życie!
Gaston de Foix swoich praw
Wzniósł sztandar ku obronie
I w polu walki upadł krwaw,
(Duszę tam jego, Panie, zbaw
I ty, patronie!…)
Gaston de Foix w boju pył
Z chorągwią rwał się dzielnie,
A choć śmiertelny z rodu był,
Choć krótko kochał, krótko żył,
Legł — nieśmiertelnie!
Mógł, jak my drudzy, w bezcześci gnić,
W bezcześci chlupać bagnie…
Lecz żyć tak — pytam — jestże żyć?
Czy duch chce jeść? Czy duch chce pić?
— On czynu, czynu pragnie!
Czynem kto karmi ducha głód,
Dług życia krwią kto iści,
Ten niewygasły płodzi ród,
Z ziemią ten dzieli znój i trud,
Z przyszłością swe korzyści!
Gaston de Foix takim był…
Szedł w bój, jak wy — na gody,
I najgorętszą krwią swych żył
Oblał swój sztandar, wroga zbił
I zginął — młody.
Nie bezpotomnym zszedłeś ty,
Rycerzu mój i książę!…
Z każdej krwi kropli, z każdej łzy
Nowe do walki wstają lwy,
Nowe się życie wiąże!
A co myślicie? Taki skon,
Taka śmierć bohatera,
Toć na świat cały głośny dzwon,
Toć serc tysięcy puls i ton,
Żyje — kto tak umiera!
Taką nam śmierć tu trzeba kuć
Dla sławy, przed wiekami…
Kto małej duszy — dłóto rzuć!
Wara mi marmur mazgajom psuć
I młot oblewać łzami!
Pomnikiem życia ma być ten grób,
Tryumfem — ta mogiła…
Poległa młodość — to nie trup,
Nie pastwa śmierci, nie czerwia łup,
To rozkwit! To jest siła! —
Rzekł — i wyniosły puścił młot,
Aż jęknął marmur złoty…
Czoło mu rosą perli pot,
Z oczu zapału błyska grot:
— Hej!… Do roboty!