Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Reklama

Podziel się tym

Krzysztof Kamil Baczyński

Wizerunek

Stać nieruchomy u gruzów
tak usta zaciskać skrzepłe,
i oczu otworzyć, ni zamknąć,
gdy szyby drgające ciepła
płyną mijając czas.
Stać jak pomnik, jak lew,
który w kamieniu zamknięty
ramiona przybite snem
na niebie prostuje napróżno.
I pył osiada zwolna
jak futro szare powietrza
nawet powiekom nakłada
kaptury czarnych kwiatów.
Stoisz u okna. Za oknem
armaty dudniąc jadą
i w śmierci otwartym okiem
mierzysz jak będą głębokie
otchłanie wdół.
Jak sięgnąć — step wypalony.
Trawy sczerniałe mówią
o tych pochodach i mówią,
że w tryskającym powietrzu
jest wypukłość i głębia
i lot przywiązany gołębia
i wolny jaskółek lot.

Wiesz, że cię tak postawiono,
aby już szły bez końca
przez ciebie czarne pochody
spalonych jak węgiel ciał.
I wiesz i po głosie umiesz
twarze spalone zrozumieć
choć ani ust, ani oczu,
ni ciała spocznienia nocą,
ani rozprysły dom.

Takim różańcem, gdzie głowy
są paciorkami modlitw,
a krzyżem — krzyże nad grobem
głazem, czekaniem się modlisz
nad dniem nieostatnim snu.

I wtedy zieleń poczyna
w małych pręcikach traw;
widzisz jak mrówcze ziarna
sypią grobowiec, czy dom.
O! Wtedy jesteś znów człowiek
po śmierć zaprzedany snom,
po śmierć pod kopułą powiek
wznoszący na gruzach dom.

Podziel się tym

Dołącz do dyskusji