W ogrodach Kaify kwiat piękny się bieli,
Od żarów go słońca liść kryje palmowy,
Ten kwiat ma ócz dwoje jak oczy gazeli,
Lub krople dwie morskie śród konchy perłowej.
O! piękny to kwiat jest — a woń jego taka,
Że Szeik, uchodząc przed wrogów pogonią,
Szybszego od wiatrów zatrzyma rumaka,
By kwiatu czarowną odetchnąć mógł wonią!
Krzyk wrogów, co Szeika ścigają do koła,
Huragan stepowy swym szumem zagłuszy —
Lecz rozwiać nie zdoła, lecz zniszczyć nie zdoła
Zapachu, co kwiat ten zostawił mu w duszy!
A kwiat ten uroczy zakwita ztąd blisko,
Nad źródłem co szemrze w Kaify dąbrowie —
O! powiedz mi dziewczę twych ojców nazwisko,
A ja ci odpowiem jak kwiat się ten zowie!