Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Józef Birkenmajer

Wschód słońca

Jak pierzchające nad ranem widziadła,
Ponad jeziorem wiją się tumany.
Drzemie przeźrocze wodnego zwierciadła…
Bór szumi w dali — tęskno — bez odmiany…

Nieśmiała jasność przez mrok się przekradła,
Widnokrąg jawi się, światłem oblany…
Niebios połowa sklęsła i pobladła…
Ptactwo się zrywa z pod skalistej ściany.

Już wód powierzchnia lśni — rumiano-smagła,
A na niej jutrznie, dnia nowego gońce,
Ścielą kobierce i złote pomosty,

Jakgdyby komuś tor gotując prosty…
Niedługo czekać… patrzcie! błysło znagła!…
Wyszedł przestworza król — ogniste słońce…