Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Henryk Zbierzchowski

Ścieżka na Rysy

Nieraz, błąkając się nad Czarnym Stawem
Drogą biegnącą jakby wokół misy,
Patrzyłem okiem chciwem i ciekawem
Na wąską ścieżkę wiodącą na Rysy.

I coś ciągnęło mię, by wstąpić na nią
I piąć się w górę turystycznym szlakiem
I czarnym punktem zawisnąć nad granią,
Żabiego Konia dosiadłszy okrakiem.

I przez okienko z chmur spojrzeć z wysoka
Na ziemski padół pod stopami nisko,
Na szmaragdową toń Morskiego Oka
I na drewniane nad brzegiem schronisko.

Nieraz już w mieście, w zadumań godzinę,
Gdy żułem gorycz codziennego bytu,
Widziałem w myślach tę białą ścieżynę,
Wiodącą w szczęście czystego błękitu.

Lecz dziś gdy Żabi Koń wziął krwawe żniwo:
Młodziutką głowę rozbitą na ćwierci,
Pojąłem wreszcie tę prawdę straszliwą,
Że droga szczęścia bywa drogą śmierci.