Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Henryk Zbierzchowski

Powrót

A gdy po długiej niebytności
Powrócisz droga w progi swe,
Spotka cię znowu wzrok miłości,
Słowo ze ściśniętego gardła,
I ta tęsknota, co mię żarła
Przez długie rozłączenia dnie.

I niewiem, co mi los przyniesie
Czy zbliża się nieszczęścia kres?
Błąkam się w przeczuć ciemnym lesie,
Gdy mię porzucisz, w prochu legnę,
Gdy mię zawołasz, to przybiegnę
Znowu do twoich stóp, jak pies.

Więc oto czekam pełen lęku,
Wiedząc że cała dola ma
Jest teraz w twojem białem ręku
I że się do mnie już przybliża
Godzina najcięższego krzyża
I że ją jednak przeżyć trza.