Są chwile, kiedy tak na świecie źle mi,
Tak trudno jest mi dzień do końca przebyć,
Tak niepotrzebny czuję się na ziemi,
Że chciałbym przepaść, przeminąć i nie być.
I gdy najbliżsi, po krótkiej żałobie, O mem istnieniu na świecie zapomną, Nie pozostawić ni znaku po sobie, Jak kropla, rzeką wchłonięta ogromną.
A gdy się cały rozpłynę w niebycie
I cieniem stanę się własnego cienia,
Może rozpocznę wtedy lepsze życie,
Jako maleńka cząstka wszechistnienia.
I istnieć będę w wieczorów zadumie, W tęsknocie dali, w śpiącem wśród skał echu, W graniu strumyka, w drzew wieczystym szumie I w jesiennego dnia złotym uśmiech