Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Henryk Zbierzchowski

Bajka kwitnącego sadu

Wszystko co boli odrzuć teraz precz,
Złe myśli wygnaj aż na dno pokładu,
Za chwilę stanie się cudowna rzecz:
Wejdziemy w bajkę kwitnącego sadu.

Niech po tej stronie ogrodowych wrót
Zostanie troska, tak jak pies na łapach —
Srebrzysta ścieżka prowadzi nas w cud:
W białe olśnienie, w ciszę, cień i zapach.

Gałęzie wiśni, czereśni i grusz
W białych welonach, jak u panny młodej.
Kwiaty jabłonek zaczerwienił róż,
Sad się przystroił na weselne gody.

Miękka murawa jak weselny stół,
Strojny stokrótek i fiołków przepychem.
W ciepłem powietrzu gra kapela pszczół
Brzęczeniem sennem, rozmodlonem, cichem.

Choć nieproszony, stary pijak bąk,
Który od ranka nektarem się napasł,
Wlazł w tulipanu rozchylony pąk
I pije chciwie, bez miary, na zapas.

Nadleciał wietrzyk i nerwowy dreszcz
Wstrząsnął drzewami od końca do końca.
I jął na ścieżki padać kwietny deszcz,
Jakby na przyjście oblubieńca — słońca.

A on łaskawie objął cały świat
Ciepłem spojrzeniem władyki i księcia —
I białym deszczem rozpłakał się sad
I wszystkie kwiaty padły w swe objęcia.