Heinrich Heine
Prolog (Intermezzo)
Tłumaczenie: Aleksander Kraushar.
Był ongi rycerz milczący, smutny,
Blady, wychudły, znękany…
Szedł po pielgrzymce życia pokutnéj,
W marzenia swoje wsłuchany…
Był tak dziwaczny, niezdarny srodze,
Że gdy dziewczątka spotykał w drodze
Śmiechem był zawsze witany…
Zdala od ludzi miał swe ustronie,
Gdzie cisza była grobowa…
Tam często w niebo wyciągał dłonie
Ale nie mówił ni słowa…
Raz północ biła… Wtém dźwięk tajemny
Ozwał się w głuszy i w domek ciemny
Wstąpiła jasność jutrzniowa…
To była Ona — cudnie przybrana
Welonem z drogich kamieni…
Twarz jéj — jak róża świeżo zerwana
Blaskiem jutrzenki się mieni…
Wzrok jéj tajemne rzuca zaklęcia,
Więc on i ona w wspólne objęcia
Padli tym blaskiem olśnieni…
Z twarzy rycerza bladość już znika,
Łza tryska okiem natchnioném…
Już i w pierś jego miłość przenika,
Lżéj mu już w sercu zranioném…
Lecz ona zdradnie jak jeziór diva
Głowę rycerza z lekka okrywa
Białym z brylantów welonem…
Zdumiony — widzi pałac z kryształu…
Szmer fontann słyszy dokoła…
Zmysły się wonią poją do szału,
Natchnienia blask bije z czoła…
Więc temi blaski rycerz olśniony,
Do piersi swojéj dziwnie wzburzonéj
Zdradnego tuli anioła…
Chór dziewic wodnych czarownie śpiewa,
Nęcące brzmią kastaniety…
Rycerz w marzeniach słodko omdlewa,
Drgają w nim zmysłów podniety…
Wtém — cichną dźwięki… blask dogorywa
I rycerz smutny znowu spoczywa
W skromnéj izdebce — poety…