Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Gustaw Zieliński

Dumka

I.

Gdy młodzieńcze zapały
Lot mój wzbiły w świat marzeń,
W pieśniach ledwie zostały
Słabe rysy mych wrażeń.

Zapalony, szczęśliwy,
Świat tuliłem do łona,
Cuda, czary i dziwy
Myśl roiła stęskniona.

Każdy kwiatek na łące,
Każda trawka na błoni,
Plotły wieńców tysiące
Na ozdobę mych skroni.

Każdy słowik, skowronek,
Pól śpiewacy, i leśni,
Ledwie złoty błysł dzionek,
Mnie nucili swe pieśni.

Każde serca odbicie,
Każde czułe westchnienie,
Powiększało złudzenie,
Upiększało me życie.

Był czas błogi, — lecz minął:
Ptaszek, nuci nieśmiało,
Kwiatek, uwiądł i zginął,
Serce — kochać przestało.

II.

Czas — uczucia wystudzi!…
Bez nich — błędny wędrowiec,
Poglądałem na ludzi,
Jak na martwy grobowiec.

Mych nadziemskich mar siła,
Tak osłabła, że szczątki,
Nawet serca pamiątki,
Noc wieczności okryła.

Z duszą tęskną na poły,
Z okiem smętnem, nieśmiałem,
Ni marzący, ni czuły,
Błądząc — ciebie spotkałem.

Ledwieś rzekła mi słowo,
Ja… ach! wyznać się wstydzę,
Kocham, marzę na nowo,
Nic, prócz ciebie nie widzę.

Powiedz — mamże z mych marzeń,
Wieczne niecić zapały,
By mnie znowu wzbijały,
W nadzmysłowy świat wrażeń?…

Mamże w nowej kolei,
Dawne wskrzeszać cierpienia?…
A nie zyskać — nadziei,
A nie wzbudzić — westchnienia?…

1833 r.