Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Edward Słoński

Pożegnanie

Więc nigdy?… Dobrze… Do drogi gotowa
łódź… Nieruchome stoją wód rozlewy…
Dobrze… Odpłynę sam, a ty bądź zdrowa!
A jeśli kiedy w krzyku białej mewy
mój głos usłyszysz, pomyśl, żem legł w grobie
z tym krzykiem strasznym i z myślą o tobie.

A krzyk był twojem imieniem, a imię
twoje ostatniem było mojem słowem,
gdy, porzuciwszy swe sakwy pielgrzymie,
pod jakiemś obcem niebem lazurowem,
na pograniczu dwóch bytów stojący,
gasłem powoli, jak dzień odchodzący.

I wiedz, żem ciebie pamiętał, że niosłem
tę straszną pamięć z sobą na bezdroża,
gdy łódź bez steru ze złamanem wiosłem
gnał wiatr na obce i dalekie morza,
i wiedz, że ległem w niepłakanym grobie,
z tą nieszczęśliwą pamięcią o tobie.