Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Edward Słoński

Pieśń wiosenna

Uśmiechnęła się wiosenka
złotem słonkiem u okienka,
zapachniała mi przed świtem
ziemią, wodą i błękitem,
ziemią w skiby pooraną,
wodą wielką i wezbraną,
zapachniała w jasne rano.

Obudziłem się przed świtem
zdjęty trwogą i zachwytem,
otworzyłem drzwi naścieżaj!
— Przyjdź i sady mi ośnieżaj!
Przyjdź i duszę moją smutną
biel, jak szare, zgrzebne płótno! —

Uśmiechnęła się wiosenka
złotem słonkiem u okienka:
— Czyż nie słyszysz: trawy rosną,
bory grają pieśń radosną.
Z pól śniegami zasypanych
wstają szumy wód wezbranych,
kwiaty kwitną nad wodami,
wichry wieją dolinami.
Na dolinach rzek błękitnych
z szeptów moich nieuchwytnych
w mgieł przedrannych srebrnym dymie
wichry szepcą twoje imię… —

Otworzyłem drzwi i bramy,
wyważyłem okien ramy…
— Wejdź do izby, siądź za stołem —
proch z przed nóg twych zmiotę czołem
i w przedranną ciszę senną
rzucę gromem pieśń wiosenną!

Pod bieloną nizką ścianą
moje szare smutki staną
i położy się na progu
sen o tobie i o Bogu.

W kadzidlanym wonnym dymie
płonąć będzie twoje Imię.

Alleluja! Biją dzwony…
Niechaj będzie pochwalony! —

Otworzyłem serce krwawe,
wydobyłem wrzącą lawę.
Ból ze smutkiem i tęsknotą
przetopiłem w szczere złoto.
Szczere złoto — pieśń miłosną
do stóp twoich kładę, Wiosno!

Uśmiechnęła się wiosenka
złotem słonkiem u okienka,
zapachniała mi przed świtem
ziemią, wodą i błękitem
i wionęła niepokojem
nad rozwartem sercem mojem.