Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Edmund Bogdanowicz

Nad grobem Klemensa Junoszy

Obudziły się te niwy,
W wiosny zaranie. — Hej, wiosny!
W wiosny zaranie,
Aż tu słyszą: głos jękliwy
I dzwonów granie. — Hej, dzwonów!
Tych dzwonów granie.

Pyta ziemia: Któż tam puka
W te moje wrota? — Hej, kto to?…
W te ciche wrota?…
Pewnie będzie — grobu szuka —
Jaki sierota. — Hej, biedny!
Biedny sierota…

Rzekły dzwony: Wstań, macierzy,
Wiedziem ci syna. — Hej, matko!
Wiedziem ci syna,
Co nie zbył się twych pacierzy,
Matko jedyna. — Hej, ziemio!
Matko jedyna!

Wstaje ziemia-ci rodzona,
Do wrót się zbliża. — Hej, cicha…
Do wrót się zbliża —
I rozwarła wszerz ramiona
Z pod tego krzyża. — Hej, krzyża!
Z tych mogił krzyża…

I polały się łzy-rosy
Na oną trumnę. — Hej, trumnę!
Tę w wieńcach trumnę,
I pobiegły dzwonów głosy
Smętne, lecz dumne. — Hej, dumne!
Ze syna dumne!…