Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Reklama

Tadeusz Miciński

Resurrecturi

Krzyk ogromny w moim sercu bije
Niby orzeł ślepy i szalony —
Krzyk ogromny wyciąga swą szyję
Do lazurów straconej korony,
A rozdarte krwawiące źrenice
Patrzą w pustkę i mrok i tęsknicę.

Na ruinach starego zamczyska,
Na grobowcach mego majestatu
I na krzyżu, który próchnem błyska,
A od gromów stał się widmem światu —
Duch mój woła do ciemnej otchłani:
Eli — Eli — lama sabachtani!

Czemuś, Ojcze, porzucił me serce,
Co służyło ci wiernie przez wieki?
Katy na mnie nasłałeś i ździerce
I krwią moją przepoiłeś rzeki,
A choć byłem na strzępy rozdarty,
Nie rzuciłem ni Ciebie — ni warty.

Nie poznajesz mnie chyba — mój Boże?
Nie poznajesz mnie, Panie — żebraka?!
Nie poznajesz mnie — królu — robaka?
Nie rozumiesz, co znaczą obroże —
I te trądy i rany cuchnące —
I te oczy suche, a palące?

Przed wiekami nazwałeś mnie synem —
I przyrzekłeś wieczne obcowanie —
Napoiłeś swym ciałem i winem,
Ale z ziemi zrobiłeś wygnanie
I z posągów obnażyłeś góry —
By postawić tam — co? znak tortury!

Na mój uwiąd patrzały klasztory —
Na wędrówki do grobu — pustynie.
Tobiem wznosił strzeliste świątynie,
A sam nędzny, złamany i chory —
Kiedy szatan urągał mi śmiechem —
Ja nuciłem psalmy nad swym grzechem.

Swe najlepsze mordowałem syny,
Dumne czoło zniżyłem do prochu —
Duch mój w ciemnym — ponurym żył lochu,
A gdy wyszedł — był krwawy i siny —
A gdy wyszedł — był już oślepiony —
Więc dziś pytam Ciebie — czym zbawiony?

W ciemnej dali śpiewa niewiast glosa:
„Głębokości morskie chwalą Pana” —
A za świadka ja biorę szatana,
Że nie świecą nam Twoje niebiosa!
Konający patrzą w Twoje lice —
A ja pytam — gdzie Twe obietnicę?
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nie chcę Twojej zaprzeczać miłości —
Nie śmiem w tobie szukać nieprawości —
Ale oto łez pełno w mej czarze —
Bije północ na grobów zegarze —
Szepcą próchna pod mymi stopami:
— Ojcze — Ojcze — zmiłuj się nad nami!

Rozpłakały się ostatnie dźwięki
W oczekiwań przeraźliwe jęki:
Ha — daremno — daremno — daremno…
Wszędzie głucho i straszno — i ciemno…
Krzyk ogromny w moim sercu bije,
Niby orzeł ślepy — obłąkany.

Krzyk ogromny wyciąga swą szyję —
Na niej dzwonią zrdzewiałe kajdany —
A rozdarte krwawiące źrenice
Patrzą w pustkę — i mrok — i tęsknicę.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
A wtem cicho opadły zasłony
Niby z trumny powleczonej kirem:
Przez niebiosa leci krąg czerwony
I trzy gwiazdy błyszczące szafirem —
I mąż dziwny — z oblicza kometa —
I gołębie śnieżne Parakleta.

A naprzeciw biegnie człek bezpióry,
Sypiąc grudą w one ptactwo wieszcze,
I tak jęczy: „Przeklęte augury!
Nam wnętrzności szarpią wroga kleszcze,
A wy ciągle — swe Znicze i cudy —”
Wtem zahuczał głos straszny: O ludy!

I krew nagle mi zakrzepła trwogą,
Kiedym ujrzał, jak popioły wstają.
I jak wszystkie poszły górną drogą —
Na wyżynach Te Deum śpiewają —
Ja sam jeden — jak proch leżę mamy —
Jako ołtarz pusty — bezofiarny.

Zasyczały we mnie czarne węże
I skąsały me serce drgające.
Alleluja — słyszę gdzieś grające…
Jeszcze Polska — słyszę gdzieś oręże…
Nadaremno! w nicości ma przystań —
O jak strasznym jest zgon bez zmartwychwstań!

Upiór leży na świata widowni —
I nie mogąc powstać — gryzie ręce —
Oczy świecą w kształt gasnącej głowni —
Gdy zagasną — koniec będzie męce —
Bogdaj prędzej — bogdaj prędzej w zgonie…
. . . . . . . . . . . . . . . . .
Pocałunki czuję na swym łonie —
Jakieś ciepłe mnie ręce uniosły,
Jakieś jasne budzą mnie oblicza —
To wy, Piasty? to wy — boże posły?
To wy — wieszcze ze świątyni Znicza?
Oh nie budźcie — Ona także w grobie
A grób milczy…

— Wstań — ona jest w tobie!
I powstałem. A białe gromady
Szły w ogromne, bezkresne przestworza —
Bracia moi — od morza do morza!
— A gdzież inni?
— Już poszli na zwiady…
— A tyś kto jest?
— Nie poznajesz Rusa?
— A chorągiew czy nasza?
— Chrystusa.
Więc nie złudą jest chrześcian przymierze?
Więc zwyciężył ten promień miłości?
Razem idźmy, o bracia, w radości —

Rozerwijmy na piersiach pancerze —
Niechaj zabrzmią — na świat cały — grania —
Dzwony duchów — dzwony
Zmartwychwstania!
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Chwała Bogu na niebie —
Chwała!
Dobrym ludziom na ziemi —
Sława!
Wszystkim braciom cierpiącym —
Sława!
Za miłość konającym —
Sława!
Roty duchów ogniste —
Sława!
Lecę ku Tobie — Chryste —
Sława!
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
… Już zaświtały zorze —
Sława!
… Bóg dopomoże —
Amen.

Podziel się tym

Dołącz do dyskusji