Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Tadeusz Miciński

Przy grobie Don Juana Tenorio

Ujrzałem Miłość: jej tron był w kształt pałacu,
gdzie piętra sięgały kolan, a do ramion — wieże,
a za mną — tajemnicze, klasztorne odźwierze
i jeden słup latarni, gasnącej na placu.
Ujrzałem Miłość: jakby na starym Mantegni obrazie
kwitną w ogrodzie wierzbowe senne bazie,
wtem drzwi się roztworzyły: Wędrowiec wszedł daleki.
Lampa wisząca w żelaznym łańcuchu,
wichrem targana — krwawi me powieki.
Na bruku twardym klęczałem bez ruchu.
Wchodzę: tam w krypcie Don Juan hetmani,
ja czytam napis — ((na czarnej bezdennej otchłani,
wiatr zawył, jakby jęk —)): jestem z ludzi
najgorszy (tu było starte), a gromnice
iskrzą się w moje rozpłakane lice.
I kończę z zmarłym: niechaj mię nikt nie obudzi!