Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Maria Konopnicka

Miraże

Kiedy mi los posagiem w świat
Dawał swe dary:
Młodości wdzięk, urody czar,
Dostatek mienia,
Słyszałam głos: «Błogosław ty
Szczodre ofiary,
Którymi Bóg poranny świt
Twój opromienia.

Bo oto — dłoń przyjazną ci
Podaję tobie
I bratni duch za tobą w ślad
Pójdzie przez życie —
I otrze łzy, ukoi żal,
Kiedy w żałobie,
Straciwszy skarb w podróży tej,
Zapłaczesz skrycie».

Ufałam ja — i słów tych dźwięk
Pieścił me uszy;
I przyjaźń mi siostrzanych lic
Nigdy nie kryła.
W pomyślnych dniach rozkoszy sny,
Uśmiechy duszy,
I myśli skarb — i szczęścia cud
Jam z nią dzieliła.

Aż w drodze mej zgubiłam klucz
Od tego wiana…
Płakałam — lecz pociechy zdrój
Z przyjaźni płynie,
Wyciągam dłoń: O, pomóż mi,
Siostro kochana!
Lecz ona mnie nie znała już
W czarnej godzinie.