Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Maria Ilnicka

Bolesław Chrobry

od r. 992-1025

W nurtach Elby i Sali, wśród dnieprowych wód fali
Kto to słupy żelazne tam bije?
I z za Karpat wyżyny po Bałtyku głębiny
Czyje godła i znaki lśnią czyje?
To Bolesław, mąż chrobry, ludów swoich pan dobry,
Ale straszny na zdrajce i wrogi.
Złączył braci Lechitów, i jak orzeł z błękitów,
Precz daleko rozpuścił swe drogi.
Za trud ciężki, znój krwawy, kupił bratnie Morawy,
Wydarł Niemcom Luzatów dziedziny;
Potem na Ruś daleką, gdzie gród stary nad rzeką,
Poszedł zbierać rycerskie wawrzyny.
Lecz choć w murach Kijowa tyle skarbów się chowa,
Drogie szaty i droższe klejnoty,
On nic nie wziął tym razem, tylko miecza żelazem,
Jak pan, wyciął po bramie ich Złotej.
A gdy z wrogów pogromu wrócił wreszcie do domu
I do pochwy miecz schował zszczerbiony,
W nowej Gniezna świątyni biskup królem go czyni,
Czoło wieńcząc mu złotem korony.
Lata jeszcze żył potem, już nie miecza łoskotem,
Lecz mądrością swą głośny po świecie;
A gdy wreszcie legł w grobie, naród chodził w żałobie,
Niby smutne po ojcu swym dziecię.