Przejdź do treści Przejdź do menu Przejdź do wyszukiwarki

Podziel się tym

Kazimiera Zawistowska

Pijane szaleństwo

I

Może kędyś się śmieje winograd gór stokiem,
W zielonej zawierusze pnąc piersią ku górze.
Lub przepychem wezbrany zwiesza się na murze
W cieniu samotnej willi, pijany swym sokiem.

Dojrzewając, wplątany między pnące róże,
Straszy złote motyle swym zielonym okiem,
Żywa zieleń spienionym leje się potokiem,
Zawieją gron soczystych; jako wierne stróże,

Piersiami — winogrady osłaniają ściany,
Pyszną słodką wichurą. Wonie i haszysze
Soczystych piersi jagód — wiatru wiew kołysze.

Śmieje się złotym okiem winograd pijany.
Przeźrocza, w zieleń wklęta czarna tkwi w łupinie,
I usta róż spłonionych śnią o słodkim winie.

II

Jako rubiny ciężkie — słowa biegną senne…
Żar krwawą mgłę rozwiesił…stopił się w wejrzeniu,
W głębi ócz — myśl zamarła w płomiennym spojrzeniu,
Zciemniały Twoje oczy, szafiry bezcenne,

W bezgranicznym, pijanym, brutalnym pragnieniu.
Krew tętni…bije młotem…w podszepty tajemne,
Że obłędom i szałom służą noce ciemne
Ukąpane w rozkoszy…w uściskach pierścieniu…,

Kaprys nocy szalonej — melodie wygrywa
W obłędnych oczach Twoich z ciemnego błękitu,
Żar Twoich ust zwycięskich — spragnionych dotyku

Dziwnie płomiennym buntem — w jęku wichr się zrywał.
I jako bujnym sokiem winograd wezbrany,
Omdlewasz — swoim własnym szaleństwem pijany…